Rozdział stanowczo tylko dla dorosłych, zwłaszcza końcówka. Jeśli są tu
więc jakieś wrażliwe duszyczki, to niech lepiej nie czytają.
Julian klęczał wtulony w Dominika, a w głowie kłębiły mu się niepokojące myśli. Wyglądało na to, że chłopak kolejny raz mu wybaczył, a on przecież wcale na to nie zasługiwał. Popełniał wciąż te same błędy. Od początku nie zachował się tak jak należy. Popędzany przez Belzebuba, zachwycony ślicznym sąsiadem postąpił jak zniecierpliwiony smarkacz i wkręcił go w przymusowe narzeczeństwo. Zamiast jak przystało na porządnego czarta starać się o jego rękę i najpierw skłonić ku sobie jego dumne serce. Westchnął głęboko, ujął szczupłą dłoń i czule ucałował.
- Pójdę już,
powinienem doprowadzić się do porządku – spojrzał w górę i napotkał pełne
ciepła spojrzenie. – Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty – podniósł się i
uśmiechnął smutno do Dominika. – Z kimś innym byłbyś o wiele szczęśliwszy.
Kiedy odszedł, chłopak stał jeszcze chwilę
przed domem w strugach deszczu. Reakcja Boruty była dość nieoczekiwana, zamiast
jak zwykle przyczepić się do niego jak
rzep, odszedł z bardzo markotną miną i podkulonym ogonem. Po dłuższym
zastanowieniu nad filiżanką lipowej herbatki Dominik doszedł do wniosku, że
czart się chyba rozmyślił co do ich związku. Postanowił dać mu trochę czasu na
zastanowienie się nad cała sprawą. Ruda kitka popełzła wzdłuż jego nogi i
wtuliła mu się w dłoń, jakby pytając co ma zamiar teraz zrobić. Była równie
zasmucona jak jej właściciel.
Tak minął
jeden dzień i drugi, a wojewoda się nie pojawił. Chłopak zaczął podejrzewać, że
to chyba koniec ich narzeczeństwa. Być
może czart znalazł jakiś sposób, by wymigać się od kontraktu. Nadeszła sobota.
Należało wykonać wiele zaległych prac w domu i ogrodzie. Tymczasem Rokita, zamiast wziąć się do roboty,
od rana miotał się po domu i denerwował Monikę. Co chwilę zerkał na komórkę, potem
na drogę, znowu na komórkę jakby na coś czekał. Kiedy w końcu rozbił trzecią
filiżankę z nowego kompletu, dziewczyna nie wytrzymała i trzasnęła go gazetą w
łepetynę.
- Przestań
zachowywać się jak kretyn! Idź sprawdzić co się stało! – wrzasnęła na
przyjaciela. –Zamartwiasz się, w nocy nie śpisz, jaki to ma sens? Wynocha! –
siłą wypchnęła go za drzwi. Postał chwilę na progu, nie mogąc się zdecydować.
Czuł jednak jakiś niepokój. Ruszył do domu Juliana z początku powoli i
niepewnie, ale czym był bliżej, tym bardziej przyśpieszał kroku. Musiał
przyznać rację Monice. Przedłużające się milczenie wojewody wydawało mu się
coraz dziwniejsze. Mężczyzna miał swoje wady, ale był honorowy. Nie wierzył, aby
zostawił go tak bez słowa wyjaśnienia. Szybko dotarł na miejsce. Wszedł do
środka, w holu było niesamowicie cicho, zbyt cicho. Zazwyczaj wszędzie kręciła
się służba. Skierował się prosto do sypialni Boruty. Niestety drzwi były
zamknięte na klucz.
- Julian –
zawołał, ale nikt się nie odezwał. Ruszył na poszukiwanie służby. W kuchni
dorwał jednego z leniwych pokojowych. – Gdzie jest wojewoda i dlaczego jego
komnata jest zamknięta?
Ten aż pobladł
na widok Rokity, poznał już trochę narzeczonego swego pana i wiedział, że nie
jest zbyt pobłażliwy jeśli chodziło o zaniedbywanie obowiązków. Kręcił się niespokojnie,
nie wiedząc co odpowiedzieć. Cały czas zerkał na drzwi, zastanawiając się jak
umknąć.
- Nawet o
tym nie myśl – Dominik złapał go za ucho i boleśnie pociągnął. – Mów co z
Borutą.
- Jest
chory. Wczoraj rano był medyk i stwierdził zapalenie płuc. Przyniósł leki, ale
wojewoda nas wypędził i kazał się nie pokazywać na oczy – pisnął żałośnie.
- Chyba nie
chcesz mi powiedzieć, że twój pan już dwa dni leży tam sam, bez żadnej pomocy,
a nikt z was nie pofatygował się zobaczyć, czy czegoś nie potrzebuje?! – ryknął
na niego chłopak i potrząsnął przerażonym czartem.
- Ale to był
rozkaz – wymamrotał.
- Milcz!
Natychmiast znajdź klucz do sypialni, masz na to kwadrans. Potem zaparz
malinową herbatę i przynieś na górę. Za godzinę ma być gotowy rosół, a jak
będzie paskudny, to nie chciałbym być w twojej skórze, ty karykaturo służącego!
- Mężczyzna pośpieszył na piętro. Po chwili zjawił się czart z kluczem w ręce.
Otworzyli drzwi i Dominik ledwo wszedł do środka, zaczął głośno zgrzytać zębami
ze złości. W pokoju było ciemno i duszno. Boruta leżał na łóżku rozpalony
gorączką cały spocony. Nie miał pod ręką nawet szklanki wody. Lekarstwa były
rozsypane na podłodze, widocznie upadły, a chory nie miał siły ich podnieść. Rozsunął
zasłony, uchylił nieco górą okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Znalazł
tabletki na gorączkę i usiadł na łóżku obok śpiącego mężczyzny. Potrząsnął nim,
chcąc go przywrócić do świadomości. Napotkał niezupełnie przytomne spojrzenie.
- Och Julian,
dlaczego nic nie powiedziałeś – pogładził go po rozpalonym policzku. Podał mu
leki i herbatę, które chory przyjął z westchnieniem ulgi. Potem pomógł mu się
umyć i przebrać w czystą piżamę. Na koniec zmienił pościel i podał mu miseczkę
rosołu. Gdy chory zasnął, sam zrobił sobie kubek mocnej kawy by móc przy nim
czuwać. Zadzwonił jeszcze do Moniki, informując ją, że zostaje na noc oraz
poprosić o przyniesienie baniek, które rano chciał postawić wojewodzie. Miał w
tym niezłą wprawę. Stawiał je dzieciom wszystkich sąsiadów. Kilka razy musiał
wstawać w nocy, by podać leki. Nad ranem był tak zmęczony, że wpakował się do
łóżka obok mężczyzny i zasnął z uśmiechem na ustach, wyobrażając sobie minę
czarta na widok przygotowanego sprzętu.
Borutę obudziły wczesnym rankiem,
zaglądające do pokoju promienie słońca. Nie miał ochoty otwierać oczu, czuł już
się dużo lepiej i miał taki piękny sen. Widział pochylającego się nad nim
Dominika, szepczącego coś do niego łagodnym głosem. Czuł na policzku dotyk
delikatnej dłoni, nawet teraz docierał do niego upojny zapach jego perfum. - Może jednak jest z nim bardzo źle i ma
halucynacje? - Jednym ruchem odkrył kołdrę i zobaczył śpiącego kamiennym
snem, zarumienionego narzeczonego. Na twarzy miał odciśnięte guziki od
poduszki. Kitki tymczasem splatały się i rozplatały, głaszcząc się i
przytulając. Stąd te przyjemne odczucia i miłe przebudzenie.
- Julian –
zielone oczy otwarły się i patrzyły tak słodko, że wojewodzie zrobiło się
niesamowicie ciepło na sercu. – Boli cię coś? Wszystko w porządku? – dobiegły
go troskliwe słowa Dominika. Nie mógł uwierzyć, że po tym wszystkim co
narozrabiał jest tutaj i się o niego martwi. – Co one u licha wyprawiają? –
chłopak spojrzał na pieszczące się beztrosko ogonki i cały się zaczerwienił.
- No cóż –
uśmiechnął się do niego wojewoda – chyba się po prostu cieszą ze spotkania.
- To może ja
lepiej wstanę i śniadanie zrobię? – spróbował wstać, ale ruda kitka ani myślała
się rozstać ze swoim dopiero co odzyskanym towarzyszem. Mocno się go trzymała,
wskutek czego opadł bezsilnie na
pościel. – Puszczaj paskudo, albo wezmę nożyczki i zrobię ci fryzurę ,,a la rekrut” – warknął zmieszany
właściciel. Chyba trochę wzięła sobie do futra tą groźbę, bo posłusznie do
niego wróciła. Usłyszał za sobą cichy chichot narzeczonego. – A ty – rzucił do
niego ze złośliwym uśmieszkiem, przygotuj się – zaraz wrócę i postawimy bańki.
- Domiś, ty
chyba nie mówisz o tych płonących bombkach, które przykłada się na plecy? –
przerażony Julian usiadł gwałtownie na łóżku. Widać było po jego rozbieganych
oczach, że szuka drogi ucieczki. Jak większość tzw. prawdziwych mężczyzn,
panicznie bał się tego rodzaju zabiegów. – Chcesz mnie dobić? Kiedyś to
widziałem i wyglądało jak średniowieczne tortury. Moje serce tego nie wytrzyma
i zejdę ci tutaj wskutek szoku! – zajęczał płaczliwie. – Będę łykał te
wszystkie paskudne tabletki, tylko mi odpuść! – złożył ręce i spojrzał na niego
błagalnie.
- Nie bądź
dzieckiem, to wypróbowana i skuteczna metoda na zapalenie płuc – Dominik zawrócił,
widząc podejrzane manewry mężczyzny. – Ściągaj koszulę i kładź się na brzuchu!
- Ale
skarbeńku, mi już nic nie jest – jakby na złość w tym momencie chwycił wojewodę
gwałtowny atak kaszlu. Posłusznie się położył, ale obrzucił narzeczonego
wzrokiem skrzywdzonej niewinności. – Jesteś okrutny!
- Taa,
właśnie widzę tą pełnię zdrowia – chłopak klepną go w tyłek. Spiął mu długie do
ramion włosy spinką, by nie zawadzały. – Przygotuj się dzielny rycerzu, oto
nadchodzę – roześmiał się, widząc jego spanikowaną minę i od stojącej na
stoliku świecy zapalił pierwszą bańkę.
- Ratuuunku…!
– wrzasnął Boruta na widok płonącej niebieskawym ogniem szklanej bombki. –
Mordeeerca….! – byłby zwiał, gdyby ruda kitka nie owinęła się zwinnie wokół
zjeżonego ze strachu ogonka, który natychmiast ulegle się jej podporządkował. –
Zdrajca! – syknął do niego mężczyzna.
- Juleczku –
szepnął mu do ucha słodko Dominik – jak będziesz grzeczny, czeka cię nagroda.
Dostaniesz tyle buziaków, ile będziesz chciał – czarna kitka na te słowa
wyraźnie się ożywiła.
- Naprawdę?
Nie oszukujesz? – zapytał zbolałym głosem wojewoda, ale widać było, że humor mu
się poprawił. Już widział oczami wyobraźni te delikatne wargi pieczące jego
szyję, składające czułe pocałunki na piersi. – Ale ja wybiorę miejsce!
- Dobrze –
machnął ręką dla świętego spokoju chłopak, zadowolony, że jego pacjent przestał
się wreszcie wiercić jak nadziewana na haczyk glista.
***
Lucyfera z
początku bardzo bawiły szaleństwa Belzebuba, który z radości kompletnie stracił
głowę. Najpierw
doszedł do wniosku, że mąż jest strasznie blady i na pewno ma anemię, choć
żadne badania tego nie potwierdziły. Zielarz więc ustalił dla księcia specjalną
dietę, a władca towarzyszył mu podczas wszystkich posiłków i pilnował, by
dobrze się odżywiał. Nadal miewał nudności i zawroty głowy. Władca wpadł więc
na pomysł, że to na pewno wina jego mocno dopasowanych ubrań, które uciskają
brzuch i dolne partie ciała. Cała garderoba została wymieniona, a przyszły
tatuś zaczął zgrzytać zębami za każdym razem kiedy spojrzał w lustro. Ukochaną
przez siebie jazdę konną musiał zamienić na spacery, w czasie których czterech
ochroniarzy dosłownie deptało mu po piętach. Wystarczyło, że kichnął natychmiast
wzywano medyka. Gdy szedł
korytarzem miał wrażenie, że oczy dworzan przewiercają go na wylot. Z zapałem
komentowano każdy centymetr, który przybywał mu w talii. Żadne tłumaczenia, że
jest już dużym chłopcem, potrafi się sobą zająć i nie potrzebuje nianiek nie docierały do
Beza. Starał się usunąć z drogi męża każdą przeszkodę, a wszystko co go
otaczało musiało być w najlepszym gatunku. Po dwóch tygodniach tego rodzaju
rozpieszczania książę miał już dość. Miarka się przebrała, kiedy w czasie jego
pracy w gabinecie, przyszło dwóch stolarzy i dosłownie wyrwało mu spod pośladków
jego ulubiony fotel, twierdząc, że ma nieodpowiednią wysokość i krzywi sobie
przez niego niepotrzebnie kręgosłup. W Lucyferze zagotowała się krew. Z wyrazem
zimnej furii na twarzy ruszył do kancelarii męża. Wszyscy przezornie usuwali mu
się z drogi. Gdy wszedł
do środka Belzebub właśnie odbywał naradę ze swoimi sekretarzami. Na jego widok
czule się uśmiechnął.
- Co cie tu
sprowadza kochanie? – chciał dotknął ręką policzka męża, ale szybko ją cofną
kiedy zobaczył wściekłość w jego oczach.
-
Natychmiast każ im oddać moje krzesło! Przestań robić ze mnie inwalidę! Ciąża
to nie choroba do jasnej cholery! – wysyczał gniewnie.
- Ależ Lu,
ja tylko dbam o twoje zdrowie –bronił się władca. Do jego upartej głowy nie
docierały ostatnio żadne argumenty.
- Może
jeszcze powiedz, aby usunęli progi, a nuż przez któryś przepadnę – tupnął nogą
książę. Jasna kitka miotała się na wszystkie strony. Sierść na niej była nastroszona
ze złości.
- A wiesz,
że nawet o tym myślałem – przytaknął mu natychmiast Bez.
- Zaraz
oszaleję – jęknął książę i odwrócił się na pięcie. Zrozumiał,
że w ten sposób się z mężem nie dogada. Popadł w jakiś dziwny tryb ciążowy i
trzeba nim porządnie wstrząsnąć, bo go zadręczy. Wyszedł z gabinetu zamyślony.
Nie miał zbyt wiele czasu na snucie planów, bo już następnego dnia rozpoczynały
się doroczne Manewry. To było hucznie obchodzone święto żołnierzy, które trwało
przez dwa dni. Władca uczestniczył w nim z pełnym zaangażowaniem. Interesował
się ogromnie wojskowością i zawsze ze specjalnie przygotowanego balkonu oglądał
parady poszczególnych jednostek. Ze
wszystkich stron świata przybywały tłumnie czarty, aby uczestniczyć w
uroczystościach i zaprezentować swoje siły i najnowsze wynalazki. Nie było ani
jednej rodziny w Piekle, która by nie wysłała na nie swojego przedstawiciela.
***
Następnego
dnia była piękna, słoneczna pogoda. Główną ulicę stolicy wspaniale przystrojono girlandami z żywych kwiatów. Na balkonach zgromadziła się już cała śmietanka
towarzyska. Mieli z góry oglądać rozgrywające się na ich oczach widowisko.
Lucyfer z Belzebubem mieli oczywiście najlepsze miejsca. Byli na tarasie
zupełnie sami, stali razem przy kamiennej barierce, która sięgała im do pasa. Z
daleka słychać było już odgłosy bębnów. Zbliżał się pierwszy oddział.
- Obejdzie
się – książę faktycznie nie miał najlepszego humoru. Wszyscy oczywiście gapili się na
niego, jak na jakieś osobliwe zjawisko. Plotka o jego ciąży rozniosła się w
mgnieniu oka. Natomiast dla niego, to była dość intymna sprawa. Dowód na to, że uprawiali
z Bezem seks. Czuł się niezręcznie pod tymi obmacującymi go spojrzeniami.
Oczywiście mąż, nie widział w tym żadnego problemu i najchętniej chwaliłby się
jego brzuszkiem całemu światu. - Ależ oni są natrętni, mogliby chociaż robić to
ukradkiem – mruknął cicho zażenowany.
- Powinieneś
być dumny. Pięknie wyglądasz i nosisz w sobie przyszłego władcę – Bez nieświadomie
dolewał oliwy do ognia. – Zupełnie nie rozumiem co cię tak krępuje.
- A więc ty,
w takiej publicznej demonstracji swoich sypialnianych wyczynów, nie widzisz żadnego
problemu?- zdenerwował się książę.
-
Absolutnie, to nawet miłe widzieć jak mi ciebie zazdroszczą. Poza tym, nie
jestem jakąś płochliwą nastoletnią dziewicą. Nie tak łatwo mnie zawstydzić.
- Nie?! Zaraz
zobaczymy! – Lu uśmiechnął się przebiegle. Wpadł właśnie na bardzo ryzykowny i
niemądry pomysł, ale zemsta bywa taka słodka, a mąż już od dłuższego czasu aż prosił się o jakąś karę. Przysunął się bliżej tak,
że oparł się o niego bokiem. – Bez –
zamruczał aksamitnym głosem. – Skoro nie masz nic przeciwko publicznemu
okazywaniu uczuć – zacisnął dłoń na jego pośladkach. – Właśnie odszedłem do
wniosku, że mam ochotę na małe co nieco. Nie będę czekać do wieczora,
aż będziemy sami. - Zaczął głaskać krągłe półkule, od czasu do czasu zaciskając
na nich mocniej smukłe palce. Z minuty na
minutę ta zabawa coraz bardziej mu się podobała. Bez w łóżku zawsze był
dominantem i nie pozwalał mu na zbyt wiele. Teraz miał okazję się odegrać.
- Nie
wygłupiaj się, jeszcze ktoś się zorientuje co robisz – władca oddychał coraz
szybciej, a na jego śniadych policzkach pojawiły się ciemne rumieńce.
- Jak
będziesz cicho i nie zrobisz żadnego gwałtownego ruchu, to może uda ci się nie
zrobić z siebie widowiska – książę szeptał mu do ucha pełnym rozbawienia głosem,
można w nim było jednak usłyszeć nutki pożądania.
- Zwariowałeś?
– jęknął cicho mężczyzna, bo poczuł jak jasna kitka zakrada się do jego spodni
i sunie wzdłuż szpary między pośladkami. – Ty chyba nie masz zamiaru?! –
wytrzeszczył oczy na uśmiechniętego szeroko męża, a nogi zaczęły się pod nim
uginać. Rozejrzał się dookoła speszony, mając nadzieję, że nikt się niczego nie
domyśla.
- Mam – Lu połaskotał
zaciśniętą dziurkę i powoli zaczął wsuwać w nią kitkę. – Przyjemnie prawda? –
zerknął na Beza, który zaciskał dłonie z całej siły na barierce i gwałtownie
łapał powietrze. – Pomyśl co będzie jeśli teraz uderzę w prostatę – stwierdził ogromnie z siebie zadowolony.
- Nie waż
się! Tutaj jest pełno ludzi i wszyscy cały czas nas obserwują! – wychrypiał mężczyzna
i w tym samym momencie zdał sobie sprawę, że właśnie tego nie powinien był
mówić. Jasnowłosy drań ze słodkim uśmieszkiem wsunął ogon głębiej i zaczął raz
po raz ocierać o wrażliwy splot nerwów. Sam zarumieniony i podniecony nie spuszczał
z niego płonącego wzroku. Przyśpieszył tempo i wzmocnił siłę uderzeń.
- Chciałeś
coś powiedzieć? – zapytał przekornie.
- Nnie… Ach…
- wymruczał władca przez zaciśnięte zęby. – Niech cię szlag… - jęknął, a całe
jego ciało ogarnęła fala gorąca. Nie było mowy o żadnym opanowaniu. Spuścił się
w spodnie, nawet nie dotykając swojego penisa. Orgazm był tak silny, że o mało
się nie przewrócił. Lu wyciągnął kitkę i spojrzał na niego tryumfalnie.
- Jak tam
wrażenia z publicznego występu? – zapytał złośliwie. – Dobrze, że ubrałeś ten
długi kontusz, nie będzie widać plamy. Muszę skorzystać z łazienki – machnął na
niego ogonem i dumnie wyprostowany wszedł do budynku. Miał podobny problem jak
mąż, ale on przecież nie musiał o tym wiedzieć. W duszy trochę się bał odwetu,
ale oszołomiona mina zawstydzonego Beza była warta każdej ceny.
ha pierwsza ... boskie ja normalnie kocham twoje opa . i chce więcej więcej dużo więcej . A końcówka mnie powaliła .
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i życzę dużo weny. BAY BAY
haha tak dopisz, że to przeze mnie robisz takie porno xD i nie martw się:D ja osobisty kosmato doradca zawsze do usług xD
OdpowiedzUsuńBoskie! xD przekonałaś mnie żeby nie męczyć Dominika! xD
Ja bym tak nie ryzykowała w publicznym miejscu. Cudowny rozdział jednakże, fajnie się czytało i czekam niecierpliwie na kolejny
OdpowiedzUsuńBardzo się zdziwiłam że taki czart może zachorować na coś tak przyziemnego jak zapalenie płuc. Cieszę się że Julek poszedł chociaż w jakimś stopniu po rozum do głowy może za późno trochę ale jednak chociaż jeden czart myśli. Dominik widać że bardzo się troszczy o narzeczonego. Akcja z bańkami... wiem że to był zabawny kawałek bo taki macho a boi się jak dziecko ale to mi wcale do Julka nie pasowało. Za to kilki świetne i zawsze się uśmiecham jak o nich czytam:)
OdpowiedzUsuńJulek na straszną służbę ja bym ich tam wszystkich wywaliła.
A Bez jak często mnie zawiódł:( Czytałam ostatnio opowiadanie od początki i do pewnego momentu był całkiem fajną dość złożoną postacią. Czytało się o nim z przyjemnością tak teraz ciągle spada. Dalej uważam że może ze 2, 3 razy pomyślał w przebłyskach mądrości o mężu a tak tylko o sobie. Teraz jest zwfiksowany z powodu ciąży i to jak podkreślam dobrze. Cieszy się z dziecka i powinien. Ale do Lu stosunek ciągle mu się nie zmienił i pewnie nie zmieni. Podobno tam widać że on za nim szaleje. Niestety ile razy czytam poszczególne rozdziały a robię to kilka razy przed napisaniem komentarza tak ja tego nie widzę. Faktem jest że Lu kocha męża i jest mu bardzo oddany. Dzielnie go znosi i chce być mimo wszystko z nim.
Akcja w miejscu publicznym... jako dodatek porno wyszła świetnie:) i na prawdę bardzo bardzo kosmato:)
Jednak tu nie Lu i Bez.. .dla mnie oni jeszcze nie są na tym etapie. Mimo wszystko jestem ciekawa co ten idiota... znaczy władca piekła wymyśli żeby odegrać się na biednym księciu.
Nadopiekuńczość była dość słodka ale to jeszcze nie doprowadza nikogo do szału bo Bez zrobił wyjątkowo mało.
Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. Może trochę o dziewczynach:) Bardzo je lubię. No i ciekawe czy chłopczyk czy dziewczynka. Nie mogę się doczekać rozwiązania.
Dużo dużo weny i chęci:) Wiem że masz z tym ostatnio kiepsko ale na prawdę są ludzie którzy kochają twoje opowiadania:)
Pamiętaj założyłam fun club:)
Z rozdziału na rozdział kocham to opowiadanie co raz bardziej. Ale żeby było jasne Kitki rządzą i powinny opanować świat :D
OdpowiedzUsuńZAWSZE WYMYŚLISZ COŚ CO ZASZOKUJE xdd WENY ;pp
OdpowiedzUsuńWitam, witam,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, Dominik nie da się lekceważyć i jest postrachem dla służby, hhaha tak straszyć kitkę fryzurą „ala rekrut” to było dobre, no i Julian boi się baniek, już miał zamiar czmychnąć, ale Dominik mu nie pozwolił.. Mała zemsta Lucyfera na Belzebubie rewelacja, więc już sam wie, o co dokładnie chodziło Lu, że mu się nie podoba na demonstracja ich łóżkowych wyczynów.
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie i gorąco Basia
Matko, wściekły Lu,,, xD haha i jego "kara" na koniec... haha już nie wiem czy Bez zasłużył na taką karę xD
OdpowiedzUsuńale w sumie też bym była zła, jakby tak wszyscy dookoła mnie skakali i obchodzili się jak z jajkiem xd
A Dominik,,, *_* zajął się Borutą.... Julek, ciesz się... Domi ci wybaczył <3
Twoja Maru;3